Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sri Lanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sri Lanka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Ceylon

Nuwara Eliya, 16-17.01.2017

Mając na Sri Lance do dyspozycji jedynie niewiele ponad tydzień uznaliśmy, że zamiast jeździć z punktu do punktu starając się zobaczyć ile tylko się da, spędzimy ten czas w jednym miejscu. Jednogłośnie postanowiliśmy olać ruiny starożytnych miast rozsiane w północnej części kraju i zobaczyć jak się sprawy mają w Hill Country, regionie słynącym z herbacianych plantacji.


Ceylon, zawdzięczający swą nazwę wyspie na której znajduje się Sri Lanka, stanowi jedną z najbardziej cenionych odmian herbaty. Mieliśmy w związku z tym spore nadzieje na możliwość skosztowania jej w najlepszym wydaniu. Zawiedliśmy się jednak srodze, bo jak się okazuje, to co najlepsze idzie na eksport, a nas wszędzie raczono jedynie herbacianą konfekcją z torebek Liptona. Krótko mówiąc, szewc bez butów chodzi.


Nie zrażeni tym niepowodzeniem, wrażeń postanowiliśmy szukać u herbacianego źródła, czyli krążąc na motorze po rozsianych po okolicy plantacjach. Był to strzał w dziesiątkę i jak później stwierdziliśmy, najpiękniejsze przeżycie od czasu Baganu. Przez bite dwa dni byliśmy nieprzerwanie otoczeni oszałamiającą zielenią i jeżdżąc od jednego do drugiego punktu widokowego nie mogliśmy wprost wyjść z podziwu jak tam pięknie. Zdecydowanie trzeba będzie kiedyś tam wrócić. Tym bardziej, że Lankijczycy to przesympatyczni, bystrzy, niesamowicie otwarci ludzie i w dodatku zwykle władający angielszczyzną, przez co kontakt z nimi często przeradzał się w faktyczną żywą interakcję.





Głównym punktem programu miała być oczywiście obserwacja słynących ze swojej fotogeniczności pań zbierających herbatę. Te dla odmiany nie zawiodły naszych oczekiwań nic a nic i kompletnie nie zawracając sobie głowy naszą obecnością z charakterystyczną dla siebie gracją robiły co do nich należy, co z resztą zaowocowało kilkoma całkiem niezłymi zdjęciami. Voila.



środa, 18 stycznia 2017

Don Wasyl i spółka

Kandy, Nuwara Eliya (Sri Lanka), 13-15.01.2017

W południowo-wschodniej Azji spędziliśmy już trochę czasu i zdążyliśmy mocno przywyknąć do tamtejszych realiów. Z jednej strony to dobrze, bo czuliśmy się tam jak u siebie i wszystko przychodziło nam z łatwością. Z drugiej jednak nie mieliśmy już co liczyć na satysfakcjonującą dawkę podróżniczej adrenaliny. Do tego potrzebna nam była radykalna zmiana w sensie nie tyle geograficznym, co wręcz cywilizacyjnym. Rozpatrzyliśmy więc kilka możliwych scenariuszy i uznaliśmy zgodnie, że dalszą część podróży spędzimy w Indiach. 

W związku z tym, że w indyjskim urzędzie imigracyjnym ktoś najwyraźniej postradał zmysły, po stosowną do naszych planów wizę zmuszeni byliśmy udać się przedtem jeszcze na Sri Lankę. Niby wkurzające, kiedy jakiś urzędniczy idiotyzm rzuca nas po świecie nie pytając o zdanie, ale po kilku dniach spędzonych tutaj wiemy, że jesteśmy mu to w stanie wybaczyć.

Sri Lanka pełna jest niespodzianek, a jedną z nich są jej mieszkańcy, część spośród których wyglądem, jak i w pewnym stopniu sposobem bycia przypomina nam... Cyganów. Rzuciło nam się to w oczy, gdy w nocnym autobusie do Kandy kierowca odpalił dvd z koncertu żywcem przypominającego występ Don Wasyla z zespołem Roma, gdzie czarnowłose piękności wywijały falbaniastymi spódnicami do melodii wygrywanych przez nie stroniących od złotej biżuterii i barwnych kamizelek muzyków. Wrażenie to pogłębiła jeszcze potem codzienna obserwacja Lankijczyków (między innymi niewielki wspólny melanżyk) oraz świadomość potwierdzonej badaniami teorii, zgodnie z którą Cyganie wywodzić się mają właśnie z tych okolic.



Tyle na dzisiaj. Na koniec wrzucam jeszcze kilka zdjęć z ryneczków z Kandy i Nuwara Eliya, które szturmem, dzień po dniu wdarły się do ścisłej czołówki najpiękniejszych jakie dotąd widzieliśmy. Poezja.